wtorek, 28 lipca 2009

Akcje turystyczne.

Mój pobyt w Chinach pomalutku dobiega końca. Ostatni miesiąc postanowiłam wykorzystać na zwiedzanie Szanghaju. Niby człowiek tyle tu siedzi, ale castingi, sesje i nie było ani czasu ani energi na bliższy kontakt z chińską kulturą. Więc jak tylko nadażyła się okazja czyli wolny weekend spakowałam swoją torbę i w drogę!
Pierwszym celem było miejsce kultu buddy- Jingan Temple. Bilet wstępu kosztował tylko 20rnb. Był bardzo tani w porównaniu z tym co zobaczyłam w środku.






Jingan Temple to nic innego jak taki mini kompleks świątyń. W centrum znajduję się dziedziniec. Na około jego są trzy "domy" buddy, najważniejszy znajduje się na środku prowadzą do niego ogromne schody. Dwa mniejsze po obu stronach. Na środku podwórka znajduje się miniaturka chińskiej świątyni- rodzaj piecyka czy ogniska. Jest to bardzo ważny obiekt wykorzystywany w modlitwie. Wogóle sposób kultu boga jest zupełnie inny niż w mojej wierze. Obserwowanie ich modlitwy było więc ciekawym doświadczeniem.


Swoje obrządki religijne chińczycy zaczynają na wspomnianym już dziedzińcu. Znajduję się tam stoisko, gdzie za dorobną opłatą kupują plik kadzidełek. Następnie każdy idzie ze swoją paczką do ogniska i zapala swoje pliki coś mamrocząc. Później Chińczycy ustawiają się czołowo do głównej świtątyni, składają dłonie między którymi trzymają kadzidełka. Dłonie wędrują do czoła i w takiej pozycji ludzie robią pokłony. Nie wiem ile dokładnie ich było, ale kilka na pewno w każdą stronę świata. Następnie wierni wędrują z tymi kadziełkami do wspomnianej mniatury świątyni i kładą je na obrzeżach jak na zdjęciu powyżej. Na koniec udają się oddać pokłon figurze buddy, mają aż trzy do wyboru.


Jak już wspomniałam wygląd Jingan Temple daje niesamowite wrażenia. Typowa chińska architektura. Mi najbardziej podobają się ich daszki i sposób zdobienia elewacji budynków. Lubię ten wyważony sposób w doborze detali architektonicznych, niby dużo się dzieje ale ze smakiem.


Na koniec mojej wizyty miałam okazję zobaczyć na własne oczy jak wygląda chiński mnich :)


Moim następnym obiektem było Shanghai Museum. Znajduje się ono w centrum People Square. Budynek z zewnątrz to zupełne przeciwieństwo tego co widziałam w Jingan Temple. Tak jak cała okolica jest bardzo modernistyczny. Od tego roku wprowadzono darmowy wstęp więc można sobie wyobrazić jak długa była kolejka chętnych do zwiedzania. Pożywkę na nas biednych turystach mieli miejscowi handlarze którzy sprzedawali wodę 200% drożej niż normalnie. A mi całkiem ktoś sprzedał lód w butelce więc nawet się napić nie mogłam ;)

W środku budynek wygląda również okazale. Znajduje się tam 11 galerii i ponad 120 000 eksponatów! Raj dla maniaków historii, a w środku ich nie brakowało, robili zdjęcia wszystkiego co się dało, oczywiście w muzeum to niedozowlone ale kto o to dba? Jak to w Chinach zero respektu dla prawa ;) Obok stał strażnik i nawet palcem nie kiwną żeby interweniować. Tak więc mogę pokazać troszęczkę tego co widziałam.


I tak zwiedziłam sobie galerię poświęconą histori rozwoju mogę to nazwać "chińskiego rzeźbiarstwa". Ewolucja buddy od obłych drewiannych figurek do kamiennych posągów okazałych rozmiarów. Niektóre figury były dla mnie po prostu straszne, wykrzywione twarze wrogie oczy. A niektóre przeciwnie wprost milusie, budda przedstawiony jak miłosierny dziadek czy ktoś taki. Jest też duża galeria poświęcona ceramice a tam gigantyczne wazy, półmiski, wszystko ozdobione wspaniałmi rysunkami zwierząt i roślin.



Dla mnie najciekawsze były dwie ostatnie galerie: malarstwo i kaligrafia. W życiu nie widziałam takich dłuuugich kartek. Niestety nie wiem jak się to nazywa ale wrażenie niesamowite gdy jeden tekst ciągnie się na pół sali! Bardzo podobały mi się eksponaty z malarstwa a w szczególności to w jaki sposób przedstawiają one przyrodę. Zazwyczaj jest to rysunek linearny wpełniony pastelowym kolorem. Ahh rozmaskowałam się w chińskiej sztuce. kreska, barwa, kompozycja po prostu mistrzostwo! Mogłabym spędzić w tej galerii całe wieki :)

Po zwiedzaniu przyszedł czas na zakupy i tu wiadro zimnej wody. Cenny jak to w muzeum były szokujące. Nici z mich zakupów, a wiadomo że jestem od nich uzależniona. Jednak tego dnia nawet mój portfel nie mógł znieść takiego obciążenia więc musiałam obejść się ze smakiem. Zamiast shoppingu zafundowałam sobie spacer po People Square. Pogoda dopisywała, słońce w pełni nic tylko się opalać i wczasować. Uciełam sobie małą przerwę na murku i porobiłam kilka fotek-pocztówek okolicy.


To miejsce jak już kiedyś pisałam stanowi centrum miasta. W niedzielę można spotkać tu setki chińskich wczasowiczów spacerujących całymi rodziami. Może słowo "całymi" to zbyt wiele bo jak wiadomu każde małżeństwo może miec tylko 1 dziecko, za resztę płaci wysoką karę.

Najbardziej obleganym miejscem jest rodzaj fontanny o kształcie jak podejrzewam chińskiego państwa. Ludzie tutaj siedzą na trawnikach, ganiają z pieskiem robią zdjęcia... Właśnie robią fotki sobie i mi. Już się przyzwyczaiłam że biały człowiek to zjawisko rodem ufo z kosmosu. Więc sobie spokojnie odpoczywałam nie zwracając uwagę na to że ktoś mi robi zdjęcia zza krzaków.



Przy wspomnianej fontannie spotkałam sympatycznego pana który puszczał sobie typowo chiński latawiec, koniecznie muszę taki gdzieś kupić! A w centrum obiektu pluskały się dzieci. Hmm pluskały to za duże słowo bo tego dnia ktoś zapomniał uruchomić fontannę. Więc bawiły się w kałużach wody. Spodobało mi się to i ganiałam z nimi. Chyba nie za bardzo zrozumiały moich dobrych intencji bo zaczeły uciekać ;)

3 komentarze:

Fermina pisze...

kurcze, wpadłam na Twój blog dopiero teraz (wcześniej obserwowałam Twój wcześniejszy, ale z pewnych powodów przerwałam;) i dopiero dzisiaj weszłam na Twój "chiński" blog i czytam, że Twój pobyt niedługo się kończy- szkoda, bo można się wiele rzeczy dowiedzieć ;)
co do dzieci, to Chińczycy zmienili trochę prawo, ponieważ w Chinach wszystko dziedziczy syn- kiedy rodzina dowiadywała się, że będzie córka, kobieta najczęściej usuwała ciążę, stad tez w Chinach tylu mężczyzn. władze Chin zaniepokojone tym, stwierdziły, że jeżeli ktoś będzie miał córkę może postarać się o drugie dziecko w drodze wyjątku ;)

mAgnes pisze...

hej Sylwia, mam do Ciebie parę pytań i byłabym Ci bardzo wdzięczna gdybyś udzieliła mi odpowiedzi. Nie widzę Twojego maila, dlatego proszę Cię odezwij się na agneskonefal@wp.pl

ps. oczywiscie dodaje Twojego bloga do linków u siebie i zapraszam :)

Sys. pisze...

sylwiasokolowska@gmail.com odpowiem na wszelkie pytania :)